Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colby Malfoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colby Malfoy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 października 2016

Epilog część 1

Mecz o serce Hermiony Granger

Czarodzieje i czarodziejki, dzisiaj jest ten dzień, o którym mówi cały magiczny świat. Dziś o dziewiątej na stadionie Armat odbędzie się mecz o serce naszej ulubionej bohaterki wojennej. Ja i połowa magicznego świata na pewno tam będziemy.

Draco wszedł na stadion Armat i popatrzył na wszystkich ludzi, którzy przyszli. Za pół godziny ma zacząć się mecz, a na stadionie jest zajęte więcej niż połowa miejsc i ludzie wciąż przychodzą. Czarodzieje i czarownice chcą obejrzeć ten darmowy mecz między dwójką wrogów. Dziennikarze byli wszędzie. Siedzieli w każdym rogu stadionu i wypatrywali głównej bohaterki dzisiejszego dnia. Cóż, nic dziwnego, bo chyba nikt nie oparłby się urokowi jego pięknej narzeczonej.
Dobrze się czujesz? — zapytała cicho, biorąc go za rękę.
Tłum oszalał, gdy Draco i Hermiona pojawili się na stadionie. Dziennikarze błyskali fleszami i przekrzykiwali się, próbując zwrócić na siebie ich uwagę. Wszystkie oczy zwrócone były w ich stronę.
Wynośmy się stąd i ucieknijmy jak najdalej się da — wyszeptał, odwracając się w jej kierunku. Jego wargi praktycznie pieściły jej ucho.
Oh, do diabła, nie! — warknęła Ginny, kiedy podeszła do nich. Zdawało jej się, że nie usłyszeli jej słów, bo nadal wpatrywali się w siebie tak jakby zapomnieli o całym świecie. Stanęła bliżej i pogroziła im palcem. — Wy dwoje stąd nie uciekniecie, bo to nie jest żadne wyjście. Poza tym nie chcę żeby moja praca poszła na marne!
Draco położył ręce na talii Hermiony i nadal się w nią wpatrywał, ale sekundę później spojrzał na panią Potter
Cześć, Ginerwo — powiedział, nie mogąc się powstrzymać.
Draco — jęknęła Hermiona, odsuwając się od niego.
Co powiedziałeś, Malfoy? — Ginny niemal krzyknęła.
Muszę się przebrać. Kocham cię. — Draco przelotnie cmoknął Hermionę w usta i pobiegł w kierunku szatni. Ginny pobiegła za nim, ale w jej stanie miała bardzo małe szanse na złapanie go.
Draconie Malfoyu, wracaj tu natychmiast, bo cię przeklnę!
Draco śmiał się głośno, biegnąc na oślep. Swoją droga, to było straszne, ale bardzo chciał nazwać Ginny Potter Ginerwą, odkąd na treningu usłyszał, jak George szepta jej imię za każdym razem, gdy dała mu w kość. Ruda postanowiła „pomagać” im w treningach, co zazwyczaj kończyło się tym, że wszyscy mieli pełno siniaków od atakujących ich tłuczków. Cieszyli się, gdy Ginny miała poranne mdłości, bo wtedy była spokojniejsza i nie włączała się za bardzo do treningu.
Hermiona zaśmiała się, gdy spojrzała na radosnego Dracona i goniącą go jej przyjaciółkę.


Ron siedział w szatni, a reszta jego drużyny po obu jego stronach. Szukający Philip popatrzył na niego.
Prawdę mówiąc, nie chcemy tego robić, ale zrobimy to — powiedział sucho. — Naprawdę skrzywdziłeś Hermionę i na nią nie zasługujesz. Ale jesteś naszym obrońcą i wesprzemy cię dla dobra zespołu. Zagramy ten mecz, bo jesteśmy profesjonalistami, ale to nie znaczy, że popieramy twoje zachowanie — dodał, dobitnie akcentując ostatnie słowa.
Nie mogę liczyć na coś więcej, prawda? — zapytał Ron, krzywiąc się.
Nie — odpowiedzieli chórem zawodnicy Armat.


Okay, to nasze stroje — powiedział Harry, wręczając zawodnikom stroje.
Co do... — mruknął Adrian Pucey, gdy zobaczył czerwono-srebrny kolor. — Niech zgadnę — Granger?
Mieliśmy do wyboru taki albo czerwono-zielony — wyjaśnił Harry.
A to zapewne był pomysł Ginny — domyślił się George.
Wybraniec skinął głową.
Potter, proszę cię, nie zapładniaj więcej swojej żony. Wcześniej była nie do zniesienia, ale teraz jej hormony ciążowe sprawiają, że postradała zmysły i boję się, co jeszcze wymyśli — dodał Roger.
Ugh, faceci — skomentowała Angelina z niesmakiem. Co oni mogli wiedzieć o ciąży?
Ale i tak nie chciałabyś żebyśmy się zmieniali, prawda Angelino? — zapytał George z przekąsem.
Dobra, chłopaki, skupmy się na meczu — powiedział Oliver, próbując opanować sytuację. — Teraz zajmijmy się taktyką.
Oh, Ollie, jak ja tęskniłem za twoimi przemowami — mruknął George, nie mogąc się powstrzymać. — Mamy z tym wiele wspomnień, prawda Angelino?
Weasley — ostrzegł Wood.
George jedynie bezczelnie się uśmiechnął.
Draco i Adrian patrzyli nieufnie na Oliviera, który rozpoczynał swoją przemowę, w duchu dziękując Merlinowi za to, że Flint nie był wybitnym mówcą i nie zanudzał ich wyniosłymi gadkami o potencjalnym zwycięstwie i wierze we własne umiejętności.
Gdy Oliver skończył mówić, Angelina poszła się przebrać, a faceci stanęli blisko Draco.
Wygramy to Malfoy — Adrian poklepał blondyna po plecach, zanim wyszedł z szatni.
Ślizgoni mieli rację wybierając cię na szukającego. Nie jesteś taki zły jak myślałem, ale wydaje mi się, że wojna każdego z nas zmieniła na lepsze — mruknął Olivier, przechodząc obok niego.
Jeżeli zranisz Hermionę tak jak mój brat, to przysięgam, że na zawsze zamienię cię we fretkę — dodał George ostrzegawczym tonem. — Ale dopóki ją uszczęśliwiasz... będziemy cię wspierać. — Uśmiechnął się lekko.


W międzyczasie Hermiona, Luna i Ginny siedziały na trybunach i oczekiwały na rozpoczęcie meczu. Blondynka uśmiechała się serdecznie i rozglądała na boki.
Czy wy też czujecie ten ekscytujący zapach? — zapytała Luna.
Chyba chodziło ci o atmosferę?
Nie, miałam na myśli zapach, który można powąchać — wyjaśniła blondynka.
Hermiona zaśmiała się cicho.
Tak, Luno, masz rację — mruknęła pod nosem, patrząc ze zdziwieniem na swoją ekscentryczną przyjaciółkę.
Szkoda, że Blaise jest komentatorem, bo chciałam zobaczyć jego spocone gorące ciało. Chciałabym cofnąć czas i móc spotykać się z nim w szkole — powiedziała Luna kapryśnie.
Tak, ale wydaje mi się, że kiedyś nie był taki jak teraz.
Jesteś szczęściarą, Hermiono. Draco był totalnym palantem podczas szkoły, ale między wami zawsze było... Nie wiem jak to wyjaśnić. Chodzi oto, że między wami zawsze było tyle namiętności, bez względu na to czy się nienawidziliście, czy kochaliście... To takie piękne.
Hermiona spojrzała na nią ze zdumieniem.
Ona ma rację, Hermiono. — dodała Ginny. — Ciebie i Draco łączy wyjątkowa więź i chemia, o której ja i Harry możemy pomarzyć. Jak...
Zakazana miłość pełna namiętności i ognia — skończyła Luna.
Hermiona zamrugała dwa razy, słysząc wypowiedź swoich przyjaciółek. Chciała coś powiedzieć, ale nie zdążyła, bo Blaise zaczął komentować mecz.


Dopiero teraz Draco zrozumiał, dlaczego Ginny była uważana za jedną z najlepszych zawodniczek Quidditcha. Treningi, chociaż były męczące, przyniosły oczekiwany skutek i bez problemu robił uniki przed nadlatującym w jego kierunku tłuczkiem. Nie musiał za bardzo się starać, bo tłuczek latał o wiele wolniej niż te wybijane przez rozwścieczoną Ginny. Żałował, że nie trenował z nią w Hogwarcie. Możliwe, że dzięki temu Ślizgoni nauczyliby się robić uniki bez oszukiwania.
Ron nie mógł uwierzyć, że jego własny brat pomaga fretce! Zauważył także Harry'ego, Oliviera Wooda i Rogera Daviesa. Co do cholery? Co oni tam robią? Kiedy to wszystko się stało? Ledwo zdążył podrzucić kafla i Davies był tuz obok niego. Chciał obronić pętlę, ale kafel przeleciał w stronę Angeliny, która szybko zdobyła gola. Ron aż zaniemówił z wrażenia. Odrzucił kafel do jednego z kolegów z drużyny, ale już wiedział, że nie będzie łatwo. Cholera, jego drużyna była dobra, ale tam byli najlepsi gracze Quidditcha!
Draco dostrzegł znicz, ale wiedział, że szukający Armat siedzi mu na ogonie. Zrobił dwa koła wokół stadionu i stracił znicz z oczu. Spojrzał na tablicę i uśmiechnął się, gdy zobaczył wynik 210 do 80. Jeszcze kilka punktów i nie będzie miało znaczenia to, czy złapie znicza czy nie. Oczywiście chciał go złapać i wierzył, że mu się to uda.
Olivier Wood uśmiechnął się, gdy po raz kolejny złapał rzucony przez przeciwnika kafel i podał go Adrianowi. Były Ślizgon był świetnym graczem i nikogo nie faulował. Hermiona nie pomyliła się co do niego. Wood był pod ogromnym wrażeniem Puceya. Taki zawodnik bardzo by się przydał jego drużynie. Musi wspomnieć o nim swojemu trenerowi, bo taki talent nie może się zmarnować.
Ron warknął z irytacja, gdy Pucey sprytnie go zmylił i przerzucił kafel przez środkową pętlę, zdobywając kolejne punkty dla swojej drużyny. W tym momencie miał tylko jeden cel — zabić Malfoya.
Celujcie w Malfoya! — krzyknął najgłośniej jak potrafił. — Nie możemy pozwolić, żeby ten mecz się skończył!
Zawodnicy Armat osłupieli, słysząc polecenie ich obrońcy. Ron chciał to skończyć raz na zawsze, dlatego wyrwał pałkę z rąk jednego z pałkarzy i z całej siły uderzył w tłuczek.
George usłyszał polecenie brata i szybko znalazł się obok Draco, gotowy do obronienia go przed nadlatującym tłuczkiem. To co stało się później, nie było zaplanowane, ale jakoś nie był za bardzo niezadowolony z tego, co zrobił. On tylko bronił Draco przed tłuczkiem, a gdy odbił go pałką, ten poleciał w kierunku Rona i uderzył go z taką siłą, że rudzielec spadł z miotły. Niecałą minutę później Draco złapał znicza, podczas gdy Philip patrzył jak obrońca Armat z zawrotną szybkością spada w dół. Na szczęście Harry zneutralizował jego upadek zaklęciem.


Wszyscy stali na szpitalnym korytarzu i czekali na lekarza. Gdy przeszedł przez drzwi, poderwali się ze swoich miejsc i podeszli do niego.
Nie ma żadnego trwałego uszkodzenia. Wygląda na to, że pan Weasley odzyskał pamięć. Bedzie go bolało przez kilka dni, ale... pan Weasley pyta o pannę Granger i tylko o nią.
Połowa ludzi mruknęła „Oczywiście”, a Weasleyowie zaczęli przeklinać Rona. Draco zrobił jedno i drugie.
Sądzę, że nie powinniśmy spełniać zachcianki mojego głupiego brata — mruknęła Ginny.
Draco oczywiście się z nią zgodził i stanął bliżej Hermiony.
— Muszę tam iść, Draco. Wiesz, że muszę.
— Wiem, ale nie chcę żebyś tam szła.
— Jestem twoja, Draco. Nic nie może i nie mogłoby tego zmienić — wyszeptała, odwracając się w jego stronę. — Jesteś dla mnie wszystkim i w moim sercu jest miejsce tylko dla ciebie. — Chwyciła jego koszulę palcami.
— Pozwolę ci tam iść, jeśli zgodzisz się wkrótce zostać moją żoną.
Hermiona spojrzała na niego ze zdziwieniem.
— Draco — jęknęła, widząc poważny wyraz jego twarzy.
— Kocham cię i nie mogę pozwolić ci iść do jego — Ostatnie słowo powiedział niemal z obrzydzeniem. — pokoju, dopóki nie zgodzisz się za mnie wyjść.
Kobieta znowu zamrugała.
— Draco…
Nie byli świadomi tego, że wszyscy obecni na korytarzu patrzyli na nich. Byli we własnym świecie i nic oprócz nich się nie liczyło.
Draco spojrzał na Hermionę. Jego oczy były przepełnione szczerością i miłością.
— W porządku — powiedziała bez zastanowienia, ale on nawet tego nie usłyszał. — Tak, tak, tak! — krzyknęła głośniej, uśmiechając się szeroko i patrząc w jego błyszczące oczy.
Hermiona była nadal przejęta oświadczynami Dracona, gdy weszła do sali, w której leżał Ron.
Głowa mężczyzny odwróciła się w stronę drzwi, gdy je otworzyła. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale nie zrobił tego, bo skupił się na dłoni Hermiony. Niestety nie zdawała sobie sprawy z tego, że pierścionek zaręczynowy, który zawsze ukrywa, był wyraźnie widoczny na jej dłoni i Ron go zobaczył. W sumie trudno było nie zauważyć dużego i zbyt kosztownego pierścienia.
— Ron ja…
— Kiedy będzie cholerne wesele? — zapytał ze złością.
Oczy Hermiony rozszerzyły się. Skąd on… o mój Boże, pierścień! Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nie miała pojęcia, co mogłaby powiedzieć. Zamiast tego, postanowiła po prostu odpowiedzieć na jego pytanie. — Chcemy żeby odbyło się za miesiąc.
— Kiedy poprosił cię o rękę?
— Kilka tygodni temu — odpowiedziała cicho.
— Proszę, proszę, jakie długie zaręczyny — mruknął gorzko. — Ten mecz był bez znaczenia, prawda? Nawet jeśli bym wygrał, wy byliście już zaręczeni. Jasna cholera, Hermiono, jak mogłaś zapomnieć o tych wszystkich latach, które razem przeżyliśmy? — wrzasnął wściekle, nie próbując nawet tłumić swojego temperamentu.
— Ja? Ja? — spytała Hermiona w szoku. — Ronaldzie Weasley, nie masz prawa tak do mnie mówić. Jest wiele słów, które chciałabym ci teraz powiedzieć, ale nie będę się zniżać do twojego poziomu i powiem tylko jedno — to ty przekreśliłeś te wszystkie lata, zdradzając mnie!
— Wynoś się stąd, po prostu wyjdź! — krzyknął Ron, nie mogąc opanować emocji. Draco Malfoy za miesiąc ma ożenić się z kobietą, która powinna być jego żoną, gdyby tego nie spieprzył. Wiedział, że zawiódł, ale duma nie pozwalała mu się do tego przyznać.
— Ciesz się cholernym życiem z nim! — prychnął, gdy zamykała drzwi.

Miesiąc później…

Ginny biegała w kółko za Teddym, który próbował zdjąć swoje ubrania.
— Teddy, wiesz, że mamusia nie może biegać! — zawołała, poprawiając biały żakiet. Miała zamiar dogonić go, zanim straci resztki tchu. Znowu przeklęła los, za to, że jest w piątym miesiącu ciąży.
— Draco, łap go! — krzyknęła, spostrzegłszy znajomą postać.
Draco właśnie szedł w stronę ołtarza, żeby stanąć na stopniu w otoczeniu mugoli. Odwrócił się, gdy usłyszał krzyk kobiety. Na szczęście miał szybki refleks i złapał małego urwisa, zanim ten zdążył zdjąć koszulę.
— Karzełku! — syknął, próbując się nie roześmiać, widząc częściowo rozebranego chłopca.
— Draco, ten garnitur jest żałosny! — powiedział chłopiec, dokładnie wymawiając każdą sylabę.
Draco uniósł jedną brew.
— Niech zgadnę — słowo tygodnia cioci Hermiony?
Teddy skinął głową.
Draco zaśmiał się krótko, gdy Ginny do nich dobiegła.
— Oh, dzięki Bogu, ja…
— Ginny Potter, siadaj zanim zemdlejesz! — warknął mężczyzna.
Kobieta była tak wyczerpana, że nawet nie miała siły z nim dyskutować i po prostu usiadła. Położyła dłoń na swoim wielkim brzuchu.
— Nie mogę się doczekać, kiedy się urodzi.
— Idę po twojego męża, a ty się nie ruszaj! Merlinie, jesteś w piątym miesiącu ciąży! Wezmę go — warknął ponownie.
Ginny pomachała do niego, gdy podniósł rzeczy Teddy’ego.
— Po prostu zaprowadź go do Sadie. Właśnie czesze dzieci. Może Vicky będzie w stanie przekonać go, żeby się nie rozbierał. Najwyraźniej ona uważa, że Teddy w garniturze wygląda bardzo dziarsko.
Draco wzdrygnął się lekko. Nie miał pojęcia jak to się stało, ale w ciągu miesiąca jego narzeczona i jego była dziewczyna zbliżyły się do siebie. Dzięki Hermionie Sadie poznała Hamiltona i w niedługim czasie z nim zamieszkała. Zachowywały się tak, jakby były najlepszymi przyjaciółkami. To go trochę niepokoiło. Szczególnie od czasu, gdy śmiały się, że gdyby nie były hetero, z pewnością miałyby się ku sobie. Zawsze towarzyszył temu histeryczny śmiech. Zapewne wielu facetów uznałoby to za mega seksowne, ale on był tym bardzo poruszony i wzburzony, bo miał przeczucie, że to mogłoby być prawdą…
Spojrzał na Teddy’ego, który wyglądał na obrażonego. Jego koszula nadal była rozpięta.
— Teddy, zapnij koszulę zanim zobaczy cię Vicky i inni — nakazał.
— Ale to swędzi! — żachnął chłopiec.
— Wiem, ale dzisiaj jest najważniejszy dzień w życiu cioci Miony i moim. Chciałaby, żebyś wyglądał idealnie. Czy możesz to dla niej zrobić?
Teddy westchnął ze smutkiem, po czym skinął głową.
— Wio, koniku!
Draco wspinał się po marmurowych schodach w rezydencji, skacząc co dwa stopnie, a chłopczyk ciągle do popędzał. Parę minut później mężczyzna z wielkim entuzjazmem oddał karzełka Sadie, która prześwietliła go wzrokiem. Ukradkiem zerknął do pomieszczenia, mając nadzieję, że zobaczy Hermionę.
— Nie zobaczysz jej, dopóki nie stanie przed ołtarzem, więc ani mi się waż.
Sekundę później zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Zanim odwrócił się w kierunku schodów, usłyszał, że Teddy woła Colby’ego.


Narcyza i Helena Granger jęknęły z wrażenia, gdy Gustav pomógł Hermionie nałożyć welon, na wspaniałą fryzurę, którą przed chwilą skończył robić. Pomiędzy włosy włożył białe wstążki, które eksponowały pięknie poskręcane loki.
— Pięknie — wyszeptał mężczyzna, gdy założył welon.
Obie kobiety były na granicy płaczu. Za niespełna pół godziny ich dzieci będą małżeństwem. Narcyza próbowała trzymać fason, podczas gdy pani Granger miała twarz mokrą od łez.
— Wyglądasz pięknie — szepnęła Helena, dotykając delikatnie welonu.
Hermiona rozejrzała się nerwowo i dotknęła rękami haftowanego gorsetu sukni.
— To należy do ciebie. Każda przyszła pani Malfoy nosi ten medalion — powiedziała Narcyza rozpinając piękny medalion. — Jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Nałożony jest na niego specjalny czar, dzięki któremu świeci, gdy ktoś z Malfoyów jest w tarapatach. Przez te wszystkie lata, strzegł mojego syna przed śmiercią. Będzie tak samo działał, gdy urodzisz swoje dziecko. Tradycja nakazuje, żeby panna młoda miała przy sobie coś starego. — Uśmiechnęła się serdecznie, podając Hermionie zaczarowany medalion.
— Twoja piękna sukienka jest nowa, ale powinnaś także założyć coś pożyczonego — mruknęła Sadie, wpinając we włosy Hermiony piękną diamentową spinkę. — Dostałam ją kiedyś od pewnego księcia, ale nie pamiętam nawet jego imienia. W sumie chyba nie powinnam jej mieć, ale… oddam ją jak wrócicie z podróży poślubnej.
— I oczywiście powinnaś mieć coś niebieskiego — dodała pani Granger, zakładając na rękę przyszłej pani Malfoy perłowy pierścień, który Draco kupił jej bardzo dawno temu.
— Jesteś gotowa — zapłakała Ginny, gdy Hermiona do niej podeszła. Przez cały czas próbowała się nie rozpłakać, ale teraz nawet się przed tym nie powstrzymywała. Luna delikatnie poklepała panią Potter po plecach, uśmiechając się pod nosem, czując przy okazji aurę weselnego dnia.


Draco usłyszał pierwsze takty piosenki Pocałuj mnie, z którą wiązało się tak wiele wspaniałych wspomnień. Uśmiechnął się, domyślając się, że to był pomysł Hermiony. Chciała żeby ten ważny moment był wyjątkowy, a ta piosenka była dopełnieniem całości.
Pierwsza po schodach zeszła Vicky ubrana w piękną sukienkę dziewczynki od kwiatków. Za nią szły druhny. Najpierw zauważyli Lunę w długiej srebrnej sukni, eksponującej blond włosy. Hermiona nie chciała żeby druhny miały takie same suknie. Zastrzegła tylko, że mają być srebrne — odcieniem podobne do koloru oczu Draco. Oczywiście mu tego nie powiedziała, bo domyślała się, że gdyby się o tym dowiedział jego ego przerosłoby wszystkich. Tuż za blondynką szła Sadie w ekstrawaganckiej srebrnej sukni na jedno ramię. Była dość krótka, co eksponowało zgrabne nogi modelki. Na samym końcu kroczyła Ginny w plisowanej sukni, idealnie podkreślającej ciążowy brzuch.
Draco wstrzymał oddech, gdy zobaczył Hermionę na szczycie marmurowych schodów. Po jej obu stronach stali Teddy i Colby, którzy trzymali długi tren. Powoli schodziła po schodach, eksponując przy tym piękną haftowaną suknię od francuskiego projektanta. Gorset idealnie podkreślał jej idealne kształty, a spódnica falowała z każdym jej krokiem. Kiedy zeszła na dół, podszedł do niej jej ojciec i wziął ją pod rękę i wolnym krokiem szli w kierunku ołtarza.
Hermiona powstrzymywała łzy, które napływały do jej oczu. Ta chwila była wyjątkowa, bo zawsze chciała, żeby tata zaprowadził ją do ołtarza. Jakiś czas temu miała brać ślub z Ronem, ale teraz liczyło się tu i teraz, bo jej przyszłość zbliżała się wielkimi krokami, a głównym jej bohaterem miał być Draco w pięknym czarnym smokingu.
Parę sekund później stanęła przed ołtarzem i spojrzała na swojego przyszłego męża.
— Naprawdę jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie — mruknął do niej, gdy podniósł go góry jej welon, tak żeby mógł zobaczyć jej piękną twarz i aby mógł bez przeszkód ją pocałować.
Ludzie zgromadzeni w pomieszczeniu z uwagą słuchali urzędnika, który mówił o weselnych obrzędach czarodziejów. Jednak państwo młodzi w ogóle go nie słuchali. Byli wpatrzeni w siebie jak w obrazek, a wszystko dookoła nich nie miało żadnego znaczenia.
— Czy ty, Draco Abra…
— Tak, całym swoim sercem — przerwał mu blondyn.
— I czy…
— Tak, na zawsze i na wieki. — Hermiona ledwo pozwoliła mężczyźnie dojść do słowa.
— Cóż — zakaszlał. — Ogłaszam was mężem…
Draco pochylił się i namiętnie pocałował swoją żonę. Hermiona zarzuciła mu ręce na szyję i oddała pocałunek. Właśnie poślubiła Dracona Malfoya, więc należy jej się coś od życia, prawda?
— I żoną. Możesz pocałować pannę młodą — dokończył urzędnik, patrząc na całującą się parę.
Ron Weasley stał w cieniu z dala od wszystkich. Chcąc wyładować całą swą złość, zmiął w ręce zaproszenie ślubne, które wysłała do niego Hermiona. Patrzył z obrzydzeniem na całujących się Draco i Hermionę. Dopiero teraz zrozumiał, że nie ma z nim szans. Był kretynem, porzucając tą wspaniałą kobietę. Wiedział, że nie będzie w stanie wszystkiego naprawić. Odwrócił się na pięcie i wolnym krokiem poszedł przed siebie, gubiąc przy okazji zaproszenie. Nie miał już nadziei.*
Wszyscy goście śmiali się z zakochanej pary.
Hermiona nie mogła powstrzymać uśmiechu podczas pocałunku. W końcu była szczęśliwa. Nagle Draco odsunął się od niej i popatrzył jej w oczy.
— Hermiona Malfoy — powiedział z podziwem.

* Rok później pogodził się ze swoją rodziną. W końcu byli spokrewnieni i zawsze wybaczali mu wszystko. Ale nigdy nie odzyskał przyjaźni Hermiony, która nie była już Hermioną Granger, tylko Hermioną Malfoy. Nie mógł się z tym pogodzić i naprawdę nie znosił ich trójki dzieci.
_________

Witajcie :) Zapewne jesteście zdziwieni tytułem tego posta. Cóż, postanowiłam rozdzielić Epilog na dwie części, ponieważ byłby strasznie długi, a nie mam zbyt wielu chęci do tłumaczenia. Być może dzięki temu, druga część pojawi się szybciej :)
W tej części wyjaśniły się wszystkie sprawy, które nie zostały wcześniej rozwiązane. Jestem bardzo ciekawa waszych opinii. Piszcie co myślicie!
Postaram się drugą część epilogu dodać jak najszybciej. Wszystko jest zależne od mojej weny, która ostro sobie ze mną pogrywa. Trzymajcie kciuki, żeby się udało!
To tyle. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

sobota, 27 sierpnia 2016

Rozdział 25

Cała rodzina Weasleyów znajdowała się w małej sali szpitalnej. No dobrze, prawie cała. Wszyscy nerwowo zerkali w stronę rudzielca leżącego na łóżku. Ustawili się w półkolu i szeptali konspiracyjnym tonem.
— Więc, on nic nie pamięta? — spytała Ginny.
— Cóż, technicznie rzecz biorąc, nie pamięta ostatnich dwóch…
— Lat — dokończyła kobieta. — Czyli nie pamięta tego, że zachowywał się jak dupek i największa kłamliwa szumowina na świecie?
Jej pytanie spowodowało, że rudzielec na łóżku zarumienił się jeszcze bardziej, chociaż tak naprawdę nie miał pojęcia, o co chodzi jego siostrze.
— Ale do cholery, co tu robi Lavender Brown? — zapytała, wskazując na blondynkę. — Albo Sadie Rayne? Co one mają wspólnego z tą sprawą?
— Gin, poprosiłam Sadie żeby tu przyszła, ale właściwie… — Hermiona spojrzała na byłą Gryfonkę. — Lavender, co ty tu robisz?
— Dowiedziałam się, co się stało na boisku i od razu przyszłam — odpowiedziała, patrząc na Hermionę tak, jakby była zdegustowana faktem, że ta zadaje jej tak idiotyczne pytania.
Ginny przewróciła oczami i spojrzała na nabuzowaną Lavender.
— Dobrze, wydaje mi się, że wreszcie powinniśmy to wyjaśnić. — Westchnęła przeciągle. — Co cię łączy z Ronem? Bo jeśli jesteś tu tylko po to… może inaczej. Wszyscy wiemy, że dwa lata temu on był zakochany w Hermionie. Ty także o tym wiesz, dlatego nie rozumiem, po co tu przyszłaś… Kim ty dla niego jesteś?
— Jestem, ja jestem…
— Ostatnią kochanką Rona — odpowiedziała Sadie.
Kilka osób zgromadzonych w pomieszczeniu jęknęło. Mężczyźni posłali Ronowi mordercze spojrzenia, a Harry zbliżył się do jego łóżka i zapytał zirytowanym głosem:
— Serio, Ron? Znowu związałeś się z Lavender? Czy ty nigdy nie uczysz się na swoich błędach?
Blondynka wciągnęła głośno powietrze i zrobiła krok w stronę mężczyzny. Na szczęście Hermiona ją zatrzymała.
— Lavender, proszę cię, uspokój się! — niemal krzyknęła, po czym potarła skronie. Merlinie, dlaczego to się dzieje?
Przez chwilę nikt się nie odzywał, chociaż każdy z będących w pomieszczeniu osób, miał ochotę dodać coś od siebie. Niezręczną ciszę przerwała pani Weasley.
— Kochani, Ron zamieszka z nami w Norze — ogłosiła.
Wszyscy spojrzeli na nią.
— Ron jest moim synem. Owszem dokonał kilku nieprzemyślanych wyborów. Myślałam, że to go czegoś nauczy, ale najwyraźniej się pomyliłam. Ale nie mogę go zostawić samego — powiedziała stanowczo, pomimo dziwnych spojrzeń członków swojej rodziny. — Lekarze powiedzieli, że teraz będzie potrzebował kogoś, kto się nim zajmie. Będę mu pomagać dopóki nie wydobrzeje.
— A co z apartamentem, w którym mieszkam razem z Hermioną? — zapytał głośno Ron.
Wszyscy popatrzyli na niego.
— Ron, kazałeś Hermionie się wyprowadzić — odpowiedziała Ginny.
— Co? — zapytali Weasleyowie, w tym sam zainteresowany.
— Co zrobiłeś, Ron? — wrzasnęli George i Bill, zbliżając się do brata.
— Ja nie… Nigdy bym nie mógł tego zrobić! — Rudzielec pisnął, widząc gniewne spojrzenia braci.
— Chłopaki, dajcie spokój! Jest w porządku! — Hermiona stanęła pomiędzy Ronem a jego zdenerwowanymi braćmi, którzy przejmowali się kobietą, tak jakby była ich siostrą. Spojrzała na swoją przyjaciółkę i wzrokiem poprosiła ją o pomoc. Kobieta przybliżyła się do nich i popatrzyła braciom prosto w oczy.
— Tak, to prawda. Z Hermioną jest wszystko w porządku. Draco poprosił ją, żeby się do niego wprowadziła. Przez jakiś czas będą mieszkać w jego apartamencie, ale powiem wam… — Ginny zagwizdała. — To miejsce jest wspaniałe, a wystrój pokoi zabiera dech w piersiach. Są idealne!
— Tak, Narcyza się tym zajęła — dodała Hermiona.
— Naprawdę? — Pani Potter uniosła brew ze zdziwienia. — Myślałam o remoncie na Grimmauld Place… tam jest tak ponuro…
Harry popatrzył na nią ostrzegawczo. — Gin.
— Cóż, zbliżają się moje urodziny… — zasugerowała kobieta, powodując atak paniki u swojego męża.
— Ciociu Hermiono, czy Draco jest tutaj? — zapytał Teddy, zwracając na siebie uwagę wszystkich.
— Hmm? O czym ty mówisz, Teddy? — panna Granger uniosła brew ze zdziwienia.
— Draco musiał tu przyjechać. Anna powiedziała, że zabrał chłopca do spi... — Teddy miał trudności z wypowiedzeniem słowa „szpital”. — Tutaj. Miał być tu z chłopcem. Tak nam powiedziała Anna.
Hermiona skupiła całą swoją uwagę na Teddym. — Czekaj, co?
Ginny popatrzyła na Hermionę. — Zapomniałam. Teddy ma rację, Malfoy jest tutaj — powiedziała dosadnie.
— O mój Boże, co się stało?
— Nie wiem, ale Anna mówiła coś o małym chłopcu, który wygląda jak Malfoy. — Ginny zagryzła wargę, próbując sobie przypomnieć więcej szczegółów.
— Colby — wyszeptała Hermiona.
— Zgadza się. Anna powiedziała, że on tak się nazywał. — Pani Potter spojrzała na nią zdumiona. — Znasz go?
— Tak, on jest przyrodnim bratem Draco.
— Jest jego kim? — zapytały chórem osoby zgromadzone w sali. Jednak Hermiona całkowicie ich zignorowała.
— O mój Boże, Ginny, muszę iść — mruknęła Hermiona nerwowo, tuż przy twarzy Ginny.
— Wiem — odparła kobieta. — Idź do swojego Romeo. Wyjaśnię im wszystko. Ale potem sobie porozmawiamy. Dobrze wiesz o czym. — Mrugnęła okiem i lekko się uśmiechnęła.
— Dziękuję. — Hermiona przytuliła Ginny, a potem chciała uścisnąć Teddy’ego, ale on nie chciał jej puścić.
— Chcę iść z ciocią Mionką! Chciałbym zobaczyć Draco — powiedział głośno i dosadnie.
— Teddy, nie mogę…
— Nie, śmiało — przerwał jej Harry. — Obawiam się, że w niedługim czasie Ron wybuchnie, a nie chciałbym, żeby mój syn uczył się takich słów. Za wcześnie na to.
Hermiona posłała przyjacielowi znaczące spojrzenie, a potem przeniosła wzrok na Ginny, która lekko skinęła głową. Kątem oka zerknęła na Rona. Patrzył oszołomiony i całkowicie zdezorientowany.
— Przepraszam, Ron — wyszeptała Hermiona, unikając jego wzroku, po czym podniosła Teddy’ego i wyszła z pomieszczenia najszybciej jak się dało.
Kiedy zniknęła z pola widzenia, Harry i Ginny spojrzeli na rodzinę Weasleyów, a potem na siebie.
— Cóż, Gin, chcesz czynić honory czy ja mam to zrobić? — zapytał mężczyzna z nadzieją w głosie.
— Śmiało, Harry. Obawiam się, że jeśli zaczęłabym to wszystko wyjaśniać, nie mogłabym przestać, a przy okazji moje słownictwo byłoby takie barwne, że moja matka dostałaby zawału — mruknęła Ginny dosadnie.


Teddy owinął ręce bardzo mocno wokół szyi Hermiony, która szybkim krokiem dobiegła do recepcji. Gdy była już na miejscu, zatrzymała się i próbowała uspokoić oddech. Pielęgniarka przyglądała się jej badawczo. Kilka sekund później panna Granger była w stanie mówić.
— Czy ktoś o nazwisku Malfoy dzisiaj tu był? — zapytała desperacko.
Kobieta przeskanowała ją wzrokiem, a potem zerknęła na Teddy’ego, który otworzył szeroko oczy i wyraźnie oczekiwał na twierdzącą odpowiedź.
— Tak, na oddziale dziecięcym. Ale przykro mi nie mogę pani powiedzieć, w którym pokoju leży, dopóki nie wyjaśni pani, czy jest pani kimś z rodzi…
— Ona jest ze mną — powiedział znajomy głos. Hermiona spojrzała w tamtym kierunku. — Sephina Mathews, matka Colby’ego Malfoya. Proszę powiedzieć, w której sali leży mój syn.
Kilka minut później Hermiona szła za Sephiną, a cisza pomiędzy nimi była niemal ogłuszająca. Teddy, pomimo swojej gadatliwej osobowości, także nie odezwał się ani słowem. Jednak był pierwszym, który krzyknął, gdy zobaczył swojego kuzyna.
— Draco!
Blondyn stał po jednej stronie korytarza, a Lucjusz po drugiej. Obaj wyglądali prawie identycznie. Każdy opierał się o ścianę ze skrzyżowanymi ramionami, patrząc wszędzie, ale nie na siebie.
— Draco! — krzyknął znowu chłopiec.
Mężczyźni spojrzeli w jego kierunku. Draco uśmiechnął się tak szeroko, że Hermiona zdębiała. Była tak zaskoczona, że nawet nie zauważyła, że mężczyzna pobiegł do niej i mocno ją przytulił.
— Przyszłaś — powiedział, oddychając z ulgą.
— Oczywiście — mruknęła z lekkim uśmiechem.
— Draco, udusisz mnie! — wyszeptał Teddy.
Blondyn odsunął się. Wziął chłopca z rąk kobiety i podrzucił go do góry, powodując wybuch śmiechu.
— Przepraszam, mój ulubiony mikrusie.
Teddy zmrużył oczy ostrzegawczo, ale nic nie powiedział.
— Draco — powiedział Lucjusz.
Wszyscy troje spojrzeli na niego. Mężczyzna wskazał pielęgniarkę, która wyszła na korytarz.
— Draco Malfoy? — zapytała.
— Tak — odpowiedział krótko.
— Jeśli jest pan gotowy, możemy za chwilę zacząć.
Westchnął.
— Oczywiście.
Skierował się w stronę drzwi, ale w ostatniej chwili Hermiona złapała go za rękę.
— Idziemy z tobą.
Odwrócił się i spojrzał na nią.
— Wydaje mi się, że nie możecie. Na pewno nie powinno tam być Teddy’ego. Dzieci nie powinny tego oglądać.
— Dam sobie radę — wykrzyknął Teddy z oburzeniem.
Draco pokręcił głową.
— Teddy, igły których używają te pielęgniarki są tak grube jak moja różdżka. — Draco pokazał mu swoją różdżkę. Oczy chłopca rozszerzyły się i zadrżał z przerażenia.
— Obiecuję, że wrócę, a wtedy powiesz mi, dlaczego ty i Potter musieliście tu się teleportować. — Draco lekko pocałował Hermionę w czoło.


— Więc, Hermiona jest teraz z fretką? — zapytał Ron.
Ginny przytaknęła.
— Cóż, wydaje mi się, że naprawdę zawaliłem.
George i Ginny prychnęli, jakby to co powiedział, było odkryciem roku.


Hermiona trzymała Teddy’ego bardzo blisko siebie, unikając przy tym kontaktu wzrokowego z Lucjuszem Malfoyem.
— Hermiono, czy twój syn chciałby gorącej czekolady? — zapytała Sephina, podchodząc do niej z dwoma parującymi kubkami.
Hermiona spojrzała na nią ze zdziwieniem. W pierwszej chwili nie wiedziała, o co jej chodzi, ale sekundę później dotarło do niej, że Sephina myśli, że Teddy jest jej synem.
— Oh, on jest, Teddy nie jest moim synem. Jest tak jakby moim siostrzeńcem i… — Spojrzała na chłopca. — Teddy, chcesz gorącą czekoladę?
Oczywiście skinął głową.
— Dziękuję — powiedziała, uśmiechając się do Sephiny, po czym podała maluchowi parujący kubek. — Kochanie, co się mówi?
— Dziękuję. — Uśmiechnął się, zanim wziął pierwszy łyk.
— Może też się napijesz? — zapytała Sephina.
— Nie, dziękuję. — Panna Granger uśmiechnęła się lekko. — Jak się trzymasz? — zapytała uprzejmie.
— Jestem, jestem… — wyszeptała kobieta z wahaniem. — Boję się śmierci. — Po czym rozpłakała się. Łzy, które napłynęły do jej oczu, spływały strumieniami po jej policzkach. — Colby jest moim dzieckiem. Jeśli zabieg się nie uda, nie wiem co się stanie. Nawet nie chcę o tym myśleć. Kiedy jesteś matką nie chcesz sobie wyobrażać tego, że twoje dziecko umrze przed tobą. To zbyt okrutne.
Hermiona przytuliła szlochającą kobietę.
— Czasami czuję, że to co się stało, to moja wina. Colby choruje przeze mnie — powiedziała, upadając na podłogę.
Oczy Hermiony rozszerzyły się, gdy ujrzała załamaną kobietę, opierającą się o jej kolana. Spojrzała w górę i zobaczyła bladego z przerażenia Lucjusza.
— Los ukarał mnie za to, co zrobiłam Draco i jego matce. Za to, że zniszczyłam tą rodzinę. Oko za oko. Rodzina za rodzinę.
Lucjusz szybko znalazł się przy niej i wziął ją w ramiona.

— Sephino! — wrzasnął płaczliwym tonem. — Nigdy, nigdy tak nie mów…


— Co do cholery? — wymamrotał Draco, kiedy niemrawym krokiem wyszedł z sali. Czuł się bardzo słaby, myśląc o krwi i szpiku kostnym, który mu pobrali… tak, dobrze, nie będzie o tym myślał. Tak będzie najlepiej. Było mu niedobrze na samą myśl o tym, co mu zrobili. Powoli wyszedł na korytarz i zobaczył… swojego dawcę spermy obejmującego Sephinę, która trzymała Teddy’ego w swoich ramionach, a on lekko poklepywał ją po plecach. Hermiona siedziała po drugiej stronie chłopca z kubkiem czegoś parującego w ręce i nieprzyjemnym spojrzeniem na twarzy. Wydawało się, że poczuła, że ją obserwuje, bo spojrzała w jego stronę.
— Draco! — krzyknęła, widząc go opierającego się o framugę drzwi.
Trzy osoby na podłodze spojrzały w górę.
Draco pomachał im słabo. — Przegapiłem coś? — zapytał, zanim Hermiona podbiegła do niego i mocno przytuliła.
— Draco — wyszeptała tuż przy jego twarzy i przesunęła dłonią po jego blond włosach.
— Tak, Hermiono? — Spróbował się uśmiechnąć, ale okazało się, że nie ma wystarczającej ilości energii.
— Draco, dobrze się czujesz? — zapytała, patrząc na niego z niepokojem. Nie wyglądał zbyt dobrze. Był bledszy niż zwykle, prawie przezroczysty.
Sekundę później mężczyzna przewrócił oczami, zachwiał się i runął na podłogę jak długi. Hermiona krzyknęła, gdy jej chłopak upadł na nią, przy okazji przewracając ją razem ze sobą.


Draco zamrugał oczami kilka razy, zanim szeroko je otworzył. Pierwszą rzeczą jaką zobaczył była pielęgniarka pochylająca się nad nim. Ta, która robiła zabieg.
— Obudziłeś się. To dobrze — powiedziała, skanując go oczami.
Draco wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem.
— Panie Malfoy, zasugerowałam panu, żeby poleżał pan trochę w łóżku, zanim wyjdzie pan na korytarz. Zazwyczaj nie mówię takich rzeczy bez przyczyny — skarciła go.
Prychnął pod nosem.
Kiedy pielęgniarka wyszła, poczuł ciepło dochodzące z jego lewej dłoni. Spojrzał w tamtą stronę i zobaczył Hermionę Granger trzymającą ją za rękę i opierającą policzek o brzeg łóżka.
— Hermiono?
Gdy usłyszała swoje imię, szybko podniosła się i spojrzała na niego spod przymkniętych powiek. — Draco? — zapytała sennie.
— Tak.
Uśmiechnęła się i spontanicznie rzuciła się w jego stronę.
— Draco! — wrzasnęła płaczliwym tonem.
— Co się stało?
— Zemdlałeś. To się stało. Przy okazji wystraszyłeś mnie na śmierć — powiedziała, obejmując go i ukrywając twarz w zagłębieniu jego szyi.
— Przepraszam za to.
— Merlinie — mruknęła zanim lekko dała mu kuksańca w bok. — Dlaczego nigdy nie słuchasz innych?
— Um, to pewnie przez złe geny — zażartował.
Hermiona wstała i skrzyżowała ramiona. Przez chwilę wyglądała na rozgniewaną, ale sekundę później uśmiechnęła się lekko, wyraźnie rozbawiona jego odpowiedzią.
Blondyn westchnął. — Nie chcę spędzić tu ani minuty dłużej.
Kobieta nachyliła się nad nim i odgarnęła niesforny kosmyk włosów z jego twarzy. — Dobrze postąpiłeś, Draco. Colby miał operację dwadzieścia osiem minut temu. Jest stabilny i lekarze myślą, że przeszczep się udał. Jest duża szansa, że wydobrzeje i będzie żyć jak inne dzieci.
Malfoy uśmiechnął się lekko.
— Ale jest jedna rzecz. — Kobieta zagryzła wargę.
Spojrzał na nią wyczekująco.
— Będziesz musiał być dawcą przez kolejne dwa lata, co sześć miesięcy. Czyli cztery razy.
Zmarszczył brwi, próbując przetrawić to, co powiedziała. Gdy zrozumiał o co chodzi, poczuł, że robi się blady. Zgodnie z oczekiwaniami Hermiony, znowu zemdlał.
— Merlinie, co za mięczak. Zachowuje się gorzej niż Harry — westchnęła.
Cóż, Draco bardzo się zmienił, ale niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. Draco Malfoy, pomimo dorastania i dojrzewania, w obliczu bólu zachowywał się jak mięczak.


Teddy siedział wśród Weasleyów na kolacji w Norze. Odsunął ziemniaki na bok talerza.
— Teddy, jedz ziemniaki — poprosiła Ginny.
Chłopiec jęknął, ale wziął mały kawałek na widelec.
— Co się dzieje, dzieciaku? — zapytał George, pochylając się w jego stronę.
— Chciałem zostać z ciocią Mionką w szpitalu. — Dąsał się maluch.
Ron poderwał się ze swojego miejsca. — Co?
— Wiem, Teddy, ale Hermiona chciała zająć się Draco i nie mogłaby tego zrobić, gdyby dodatkowo musiała zajmować się tobą — mruknął Harry.
— Mógłbym sobie znaleźć jakieś zajęcie, ale chciałem tam być, żeby upewnić się, że z Draco wszystko porządku. Nie wyglądał zbyt dobrze, bo wbili mu taką wielką igłę, która grubością przypomina jego różdżkę — wymamrotał chłopiec.
Ron próbował zrozumieć to, co powiedział Teddy i zrobiło mu się niedobrze. Co dokładnie łączyło Hermionę z fretką? W jaki sposób Malfoy przekonał do siebie to dziecko? Za każdym razem, gdy Teddy patrzył na niego, widział wrogość w jego oczach, chociaż domyślał się, że takie małe dziecko nie ma pojęcia co znaczy to słowo. Co mógłby zrobić żeby odzyskać Hermionę? Oczywiście miał zamiar to zrobić. Nie wiedział, czy mógłby bez niej żyć. Ona naprawdę była dla niego wszystkim i musiał znaleźć sposób, żeby jej to udowodnić.


Hermiona obudziła się następnego ranka, czując zapach świeżo parzonej kawy. Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła parującą filiżankę na małym stoliku w jej pokoju. Bluszczyk naprawdę ją rozpieszczała. Wstała z łóżka i podeszła do stolika. Najpierw powąchała napój, po czym wzięła pierwszy łyk. Tego jej było trzeba. Usiadła na krześle i rozwinęła Proroka Codziennego. Kiedy zobaczyła nagłówek na pierwszej stronie, od razu tego pożałowała.

WIADOMOŚĆ OD RONA WEASLEYA DO DRACO MALFOYA: WYZYWAM CIĘ NA POJEDYNEK W QUIDDITCHU. MOJA DRUŻYNA PRZECIWKO TWOJEJ O RĘKĘ HERMIONY.
PŁATNA reklama Rona Weasleya.

To był tytuł. CO. DO. CHOLERY!
Hermiona wpatrywała się w tytuł reklamy przez minutę. Czuła buzującą złość. Mecz Quidditcha o jej rękę? Czy Ron nie tylko stracił pamięć, ale także mózg? Co do cholery jest z nim nie tak? Jeśli myślał, że to romantyczny gest, to grubo się myli. Miała przeczucie, że niedługo się o tym przekona.

HERMIONA GRANGER NIEWINNĄ CZAROWNICĄ CZY NOTORYCZNĄ NIERZĄDNICĄ?
Autorstwa Rity Skeeter

Hermiona prychnęła, gdy zobaczyła małą kolumnę z prawej strony reklamy Rona. Oczywiście Skeeter musiała wsadzać nos w nie swoje sprawy.
___________

Witajcie :) w ten sobotni wieczór publikuję nowy rozdział. Tak jak obiecałam, pojawia się szybko. Jak wrażenia? Jestem bardzo ciekawa Waszej reakcji na przedstawione wydarzenia. Oczywiście Draco zachował się tak jak powinien. Cieszę się, że to zrobił mimo tego że boi się igieł (hah jednak mamy coś wspólnego xD). Jak widzicie, Ron nie zamierza odpuścić. Ale to czy dojdzie to meczu, wyjaśni się w kolejnych rozdziałach. 
Historia powoli dobiega końca. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej jest mi strasznie smutno, bo przyzwyczaiłam się do Teddy'ego, Draco i Hermiony. Nawet nie przeszkadza mi Blaise, a to bardzo rzadko występująca sytuacja. Kolejny rozdział powinien pojawić się w przyszłym tygodniu, ale nie wiem dokładnie kiedy, dlatego nie będę nic obiecywać.
To tyle. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!
Mia Land of Grafic